Perełki Anonsów - Toyota MR2
Widow Maker 
Dzisiaj przedstawię wam samochód, który na polskich drogach jest prawdziwą rzadkością. Jest na tyle nietuzinkowy, że większość ludzi nie ma pojęcia, co to za marka, dopóki nie spojrzą na znaczek umieszczony na przednim zderzaku. Często jesteśmy wtedy świadkami następnego zaskoczenia – „Toyota produkowała takie auta? Myślałem, że to Ferrari...”
Z kraju kwitnącej wiśni
Naszą dzisiejszą bohaterką jest bowiem Toyota MR2 z lat 1990-2000 o oznaczeniu SW20. Jedyny obok Supry prawdziwie sportowy model tego producenta z Kraju Kwitnącej Wiśni. Jego poprzednik został zaprojektowany we współpracy z inżynierami ze słynnego brytyjskiego Lotusa. Powiązania z tym producentem lekkich sportowych aut widać gołym okiem – małe,
lekkie nadwozie, niskie i twarde zawieszenie oraz mały silnik, umieszczony niekonwencjonalnie, bo centralnie, tuż za fotelami kierowcy i pasażera. Jednak nie wzdłużnie, jak w Ferrari czy Lamborghini, tylko poprzecznie. Tak naprawdę był to silnik wraz z zawieszeniem z Corolli, tylko jakby przesunięty w tył, za przedział pasażerski. Pierwsze MR2 były sensacją na skalę światową, jednak po kilku latach kanciaste nadwozie zaczęło się starzeć. Szefostwo Toyoty z uwagi na wyśmienitą, jak na tak niszowy model, sprzedaż zdecydowała się na opracowanie nowego modelu.
Rośniemy!
Jak przy każdej zmianie generacji, nowe MR2 zostało powiększone i wyposażone w większe i mocniejsze silniki. Styliście nadwozia podsunięto zdjęcia Ferrari 348 i kazano zaprojektować coś w tym stylu.
Udało się wyśmienicie! Zaokrąglone, aerodynamiczne kształty, zgrabny tył i otwierane światła do dziś wydają się świeże i wywołują typowo sportowe skojarzenia. Środek też przenosi nas do krainy ekskluzywnych włoskich aut sportowych – głębokie fotele dokładnie trzymają ciało, a prawa ręką spoczywa na wysokim tunelu środkowym, w którym ukryto bak paliwa. Już samo odpalenie silnika znajdującego się tuż za plecami gwarantuje ciekawe przeżycia, chyba, że wcześniej jeździliśmy Maluchem lub Garbusem, ewentualnie Porsche 911.
Niebezpiecznie…
Z tymi modelami MR2 ma zresztą więcej wspólnego. Wszystkie samochody z silnikami umieszczonymi z tyłu mają bowiem mniejszą lub większą tendencję do zjawiska nazywanego „snap oversteer” czyli po naszemu „nagła nadsterowność”. Chodzi o to, że w zakręcie samochód zachowuje się wyśmienicie, ale tylko do pewnej granicy. Po jej przekroczeniu tył auta nagle i gwałtownie ucieka na bok, jakby chciał znienacka wyprzedzić przód. MR2ki bardzo cierpiały z powodu tego zjawiska, szczególnie egzemplarze z pierwszych lat produkcji.
Określano je nawet mianem „Widow maker”, czyli w wolnym tłumaczeniu „Twórcy wdów”... I nie bez powodu – większość kierowców wpadało MR2 w poślizg tylko raz – po czym lądowali na przydrożnym drzewie lub barierce. Faktem jest, że jeśli przesadzicie w zakręcie i nie zrobicie błyskawicznej ale spokojnej kontry, to wpadliście w kłopoty. Toyota w 1993 roku zmodyfikowała zawieszenie, przez co sportowe prowadzenie MR2 zostało skompromisowane na rzecz tak zwanych codziennych użytkowników dróg. Jednak nie łudźcie się, że MR2 nagle stała się autem łatwym w prowadzeniu – w późniejszych rocznikach ma się po prostu troszeczkę więcej czasu na reakcję.
Ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć
Po przeczytaniu tego akapitu możecie pomyśleć, że to samochód dla samobójcy. Jednak tak nie jest. Kilka ćwiczeń na lotnisku pomaga zrozumieć sposób, w jaki MR2 pokonuje zakręty, a wtedy radość z jazdy może być bezgraniczna. Najlepiej uczyć się na śniegu, wtedy już po kilku chwilach można driftować tak, jak na zdjęciu.
Co ciekawe, po dłuższym użytkowaniu dojdziemy do wniosku, że ten samochód wcale nie jest taki niepraktyczny. Bagażnik pod przednią maską jest wprawdzie malutki, ale ten z tyłu potrafi zaskoczyć pakownością. Silnik z Toyoty Celica zapewnia niezłe osiągi przy normalnym jak na takie auto spalaniu rzędu 10-13 litrów na setkę. Części eksploatacyjne też często pokrywają się z Celicą, więc z tym raczej nie ma problemów. Kiedyś koszmarem posiadacza MR2 była byle stłuczka – części karoseryjnych na rynku po prostu nie było. Jednak teraz, w epoce aut ściąganych za gorsze z Anglii nie stanowi to już żadnej przeszkody. Jest jeszcze jedna zaleta – oprócz typowego dachu (dziś już zresztą rzadko spotykanego) w MR2 często pojawia się dach typu Targa, czyli ze ściąganymi szklanymi połówkami dachu. Świetne na letnie upały, chociaż w naszym klimacie do wykorzystania raczej przez krótki okres czasu.
POWER!
Dla tych, którym seryjne 156 koni nie wystarcza, Toyota przygotowała nie lada gratkę – model Turbo, który dysponuje w zależności od rocznika mocą od 200 do 245 koni! W dodatku jest to silnik znany z podatności na tuning. Jeśli tylko jesteśmy przygotowani na wydatki, możemy osiągnąć 400, a nawet 500 koni! Z takim silnikiem możemy bez kompleksów stawać do pojedynku nawet z Ferrari.
Szkoła jazdy
Toyota MR2 jest autem rzadko spotykanym i bardzo oryginalnym, czym często odstrasza miłośników sportowych samochodów. Wtedy zamiast niej wybierają wspomnianą wyżej Celicę, Hondę CRX DelSol czy jakiekolwiek inne coupe. Jednak trzeba zaznaczyć jedno – żadne z tych aut nie nauczą was tak
jeździć, jak MR2. Żadne z tych aut nie jest przedsionkiem prawdziwych supersamochodów, a MR2 tak. Nie da się taniej kupić sportowego bolidu z silnikiem umieszczonym centralnie. Do tego jest zaskakująco praktyczna i przyjazna w codziennym użytkowaniu, jeśli oczywiście pamiętamy o wymagającym zawieszeniu. MR2 często jest określana jako Ferrari dla ubogich, jednak oprócz ceny ma olbrzymią zaletę w stosunku do swojego włoskiego pierwowzoru. Jest nią japońska niezwodność, którą Ferrari nie grzeszy. Jeśli nie macie rodziny a czujecie w sobie żyłkę wyścigowca i nie boicie się wyzwań – Toyota MR2 to samochód dla was.
P.S. Jeszcze jedno - zapomnijcie o
następcy, MR-S, produkowanym po 2000 roku. To zabawka dla kobiet, a nie prawdziwy samochód sportowy.
Samuel Steinborn
s.steinborn@anonse.pl
zdjęcia:
Maciej Kurczalski
Grzegorz Skarżyński
Jakub Nurzaj
www.toyota.pl