Piątek, 30 lipca 2010  Reklama  Kontakt  Cennik  Pomoc ?
  Login:  Hasło:  
 Logowanie |  Rejestracja |  Zapomniałem hasła |  Dodaj punkty 
Szukaj
Dodaj ogłoszenie:
Szukaj ogłoszenia:
Jesteś w: ›› Anonse.pl  ›› Motoryzacja  ›› Artykuły
  Wyszukaj ogłoszenie »
  Dodaj ogłoszenia »
  Opinie o samochodach
  Artykuły motoryzacyjne
Dostępne artykuły:
ALFA ROMEO - (2)
AUDI - (3)
BMW - (1)
CHEVROLET - (3)
CHRYSLER - (1)
CITROEN - (3)
CORVETTE - (1)
DACIA - (3)
DAEWOO - (1)
FIAT - (10)
FORD - (6)
HONDA - (2)
HYUNDAI - (3)
JEEP - (1)
KIA - (2)
LANCIA - (1)
MAZDA - (3)
MERCEDES - (2)
MITSUBISHI - (1)
NISSAN - (4)
OPEL - (5)
PEUGEOT - (2)
PORSCHE - (1)
RENAULT - (5)
SAAB - (1)
SEAT - (2)
SUBARU - (2)
SUZUKI - (1)
TATA - (1)
TOYOTA - (4)
VOLVO - (1)
VW - (7)

Perełki Anonsów – Chrysler 300C
Twardziel 300C SRT

z USA

 

 

    Wszyscy kojarzymy wielkie, budzące respekt wozy mafijne, znane z amerykańskich filmów. Czarne, potężne, wyładowane Włochami w kapeluszach i nielegalnym alkoholem, z wystającymi z uchylonych okien lufami. Każdy, kto w tamtych czasach chciał się liczyć na ulicy, kupował jeden z tych wielkich krążowników. Szczerze mówiąc, nie inaczej jest dziś. Wiele samochodów jest kupowanych nie ze względu na wartości praktyczne, ale ze względu na respekt, jaki wywołują u innych użytkowników dróg. Ostatnio w Stanach Zjednoczonych niestety nikt nie produkował takich samochodów. Owszem, pragnący szacunku ludzi kupowali wielkie terenówki czy supersportowe wozy, jednak żaden amerykański producent nie wypuszczał na rynek limuzyny o stosownych osiągach i wyglądzie. Aż do 2005 roku, wtedy bowiem pojawiła się rewolucja, która postawiła na nogi Chryslera – model 300C. Potężna, długa limuzyna z wysoką i długą maską, monumentalną atrapą wlotu i bocznymi szybami wielkości luków strzelniczych. Lekkość linii nadwozia przywodzi skojarzenia z czołgiem. Zero delikatności i niedomówień. Właśnie tego było trzeba Amerykanom i, jak się okazało, nie tylko.
   

Trochę historii

    Dzieje Serii 300 sięgają roku 1956, kiedy to Chrysler wypuścił na rynek pierwszy model 300 z dodatkową literą B. Każdy kolejny model był nazwany kolejną literką alfabetu. Seria zatrzymała się na literze L w 1965 roku. Całe 34 lata później próbowano wskrzesić tę tradycję prezentując aerodynamiczną limuzynę z napędem na przednie koła, 300M, która okazała się kompletnym niewypałem. Brakowało jej charakteru, który samochodom z USA był wtedy bardziej potrzebny niż wyrobom z Korei. Na szczęście Chrysler
Old 300Cpołączył się w międzyczasie z Mercedesem i zaczął bardzo mocno korzystać z tej współpracy. Niemiecki producent łaskawie podarował zachodniemu kuzynowi podwozie, silniki i skrzynie biegów z wychodzącej z użycia klasy E. Chwała im za to, bo oznaczało to, że Chrysler chcąc nie chcąc nawrócił się na jedyny słuszny napęd w limuzynach – napęd na tylną oś. Amerykanie nie próżnowali – mając do dyspozycji taką bazę, postanowili większość środków przeznaczyć dla stylistów nadwozia. Ci jako wzór przy projektowaniu wzięli sobie Chryslera 300 (bez dodatkowych oznaczeń literowych), potężną limuzynę produkowaną między 1962 a 1971 rokiem. W ten sposób w 2004 roku zaprezentowano samochód, który już teraz może śmiało być nazwany kamieniem milowym w amerykańskiej motoryzacji.


    Gangsta i FBI

    W USA model został nazwany po prostu 300, a do bogatszych wersji dodano literkę C. Fani marki byli oburzeni, bo skoro Chrysler zdecydował się
300C touringjuż na dodanie literki, powinna to być litera N, żeby zachować  chronologię i tradycję nazewnictwa. Szefostwo stwierdziło jednak, że 300C po prostu lepiej wygląda. I słusznie. Nazwa musi bowiem wyglądać co najmniej tak samo dobrze jak całe auto, a to jest po prostu niesamowite. Wcześniejsze porównanie z czołgiem wcale nie jest nie na miejscu. Chryslery 300C rozchodziły się jak świeże bułeczki. Kupowali je zarówno przedstawiciele szemranego światka, jak i oficjele FBI. Ponadto praktycznie cała flota rządowa została zmieniona na nowe Chryslery. Przyczyniło się do tego bogate wyposażenie HEMI 6,1 V8i szeroka gama silnikowa. Najsłabszy silnik ma bowiem pojemność 2.7 litra… w Stanach to mniej więcej tyle, co u n as silniczek 1.0. Oczywiście atutem tego silnika jest „oszczędność” w porównaniu do tradycyjnych V8. Tych jednak także nie zabrakło. Do wyboru mamy 4.7 i 5.7 litra w technologii Hemi, a najmocniejszą odmianę SRT8 wyposażono w wielkie, 6.1-litrowe monstrum, osiągające 425 koni mechanicznych. Właściciele mówią o przyspieszeniach do 100km/h w mniej niż 5 sekund… Nieźle, jak na drogową wersję czołgu.


    Wschodni Highway

    W Polsce Chryslery 300C przyjęły się dosyć szybko. Podstawową wersję potrafił serwisować każdy, kto wcześniej miał styczność z Mercedesem. Trochę gorzej bywało z opieką nad tradycyjnymi silnikami V8, jednak dzięki napływowi aut ze Stanów w czasach taniego dolara w każdym większym mieście znajduje się obecnie warsztat potrafi
300C insideący sobie poradzić z „amerykańcem”. Zresztą, z Chryslerem 300C nie ma zbyt dużo roboty. Wystarczy o niego dbać, a on będzie nas woził bez skargi. Jedynym problemem 300C jest wnętrze – kto miał okazje posiedzieć w amerykańskim samochodzie wyprodukowanym przez ostatnie kilka lat dobrze wie o czym mówię. Twarde i szare plastiki desek rozdzielczych, pękające skórzane tapicerki… Po 4 latach użytkowania 300C wygląda w środku co najmniej na 10 lat starsze. Trochę lepiej sprawy mają się w europejskich wersjach, które są produkowane w Austrii, jednak tam też nie ma rewelacji, poza tym 90 proc. Chryslerów w Polsce pochodzi z importu z USA. Na pocieszenie można dodać, że wielkie V8 wcale nie palą tak dużo, jakby mogło się wydawać. Pod warunkiem, że mamy lekką stopę. Szczęśliwie są to na tyle proste technologicznie silniki, że bez problemu znoszą eksploatację na LPG.


    Respekt… albo szyderczy śmiech

    Chryslery 300C to bardzo dobre samochody. Zbudowane na niezłej podstawie, z odpowiednim image oraz odpowiednio mocnymi silnikami to nie tylko dobry pojazd reprezentacyjny, ale i świetny samochód rodzinny. Można go kupić także w kombi, jednak w koncernie Chryslera znajduje się ładniejsze kombi z tą samą
300C rear SRTmechaniką – Dodge Magnum. 300C najlepiej wygląda jako klasyczny sedan. Budzi szacunek swoim wyglądem już w momencie wyjazdu z fabryki, i tak powinno zostać. Jedyne, co można w nim zmienić to felgi na większe. Niestety, niektórym właścicielom to nie wystarcza i próbują przeistoczyć swojego Chryslera w jeszcze bardziej potężną i wzbudzającą respekt maszynę. W tym celu instalują atrapę wlotu a’la Bentley czy  dodają wątpliwej jakości ozdoby. Na własne oczy widziałem także 300C obwieszonego rurami, jakby był jakąś terenówką. Panowie, nie tędy droga. Zamiast szacunku zyskacie jedynie szydercze chichoty za plecami. Nie lepiej zostać przy genialnym wzornictwie seryjnym? Zresztą, spójrzcie na zdjęcia, sami uznacie, że tutaj niczego nie trzeba poprawiać.

Samuel Steinborn
s.steinborn@anonse.pl

zdjęcia - www.netcarshow.com


Dodaj swoją opinie !
  Opinie o samochodzie

 Marka: CHRYSLER Model: 300C Rocznik: 2006

Ile lat jesteś właścicielem samochodu: 2
Jakie usterki się zdarzały: Juz od początku zakupu ( zakupilem go w salonie ) cos sie dzialo. Wymienialem 2 razy sprzegło , żarówki przepalaja sie caly czas. Pali 19 litrow , nie jest precyzyjny , glosny , nigdzie nie da sie nim wjechac. Bardzo czesto gasnie - mechanicy nie wiedza co sie nim dzieje.
Ogólne wrażenia z jazdy: Kicha ! Nie polecam !!! Za 100 tyś. można kupic cos o wiele , wiele lepszego !

  Podpis: karol42    e-mail: przybysz6@wp.pl
Dodaj swoją opinie !   Zobacz ogłoszenia.   do góry


Płatności:
Regulamin |  Reklama |  O nas |  Partnerzy |  Kontakt
Copyright © 1999-2009, Wydawnictwo Steinborn